wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział 4

    Kiedy "Lider" wyszedł z pomieszczenia, spojrzałam na Lisę mrugnęłam do niej.
    - Ty to jesteś jednak nienormalna.- powiedziała.
    - I kto to mówi.- powiedziałam uśmiechając się do niej cały czas.
    Dziewczyna zasyczała jak kotka i zachichotała, co ja zrobiłam zaraz po niej.
    - Na waszym miejscu bym się nie śmiał.- powiedział koziołek wchodząc do pokoju z czterema kartkami w dłoni i ośmioma pomagierami.
    - Widzę, że jednak przyszedłeś, nam potowarzyszyć. Ganianie za "ponętnymi" kózkami cię zmęczyło czy cię odtrąciły? Stawiam na to drugie.- powiedziałam, a Lisa i Rukia nie mogły się powstrzymać i wybuchły głośnym śmiechem.
    - Błagam cię, Mira. Nierób nam tego.- wychlipała brązowowłosa ze śmiechu płacząc.
    - Rób ile możesz. Jego mina mnie całkowicie zadowala.- zaśmiała się Lisa.
    Skłoniłam głowę i uśmiechnęłam się do czerwonego już oprawcy naszych "cierpień".
    - Weź mnie wypuść, bo ukłonić się widowni nie mogę. Gomen nasai (jap. przepraszam). Przecież kuzki mają kopytka a nie dłonie. Yurusu(jap. wybacz) nie chciałam cię urazić, Koziołku Matołku.- powiedziałam i tym razem to Chi nie wytrzymała.
    - Zlituj się nade mną! Myślałam że przyjaciółkami jesteśmy!- powiedziała.
    - Ależ jesteśmy! Tylko nie mogę się powstrzymać! Przecież to takie biedne koźlątko!- mi samej łzy pociekły po policzkach ze śmiechu.
    - Dość!- wrzasną zbulwersowany kozioł.
    - Yurusu, nie powinnam się znęcać nad zwierzętami, bo mnie jeszcze pozwą.- mruknęłam udając smutek a dziewczyny wybuchły takim śmiechem że w jaskini było słychać jakby śmiały się jeszcze jakieś duchy.
    Tym razem kozioł przeszedł jednak granicę. Podszedł do mnie, złapał za włosy i uderzył tyłem mojej głowy o stół.
    - Zamknij ryj inu!- wrzasną.
    - Za co to było!- zapytałam zmieniając swój charakter nie o poznania jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
    - Zachowujesz się jakbyś nie była porwana i nie groziło ci niebezpieczeństwo! Trochę powagi!- wrzasną.
    - Czyli mam trząść portkami wtedy kiedy się komuś podoba? Wiesz jaka jest różnica pomiędzy nami? Ty grozisz i nic nie robisz! Kiedy ja grożę to zawsze dopełniam swoich obietnic! Ty jesteś beznadziejny, dlatego się ciebie nie boje! Ja za to kiedy się wkurzę, a nie chcesz żebym się wkurzyła, jestem gorsza od diabła! Każdy kto mnie poznał podczas dwóch lat wyjazdu z wioski, robi wszystko żebym miała najlepiej, tak samo jak jest pachołkiem moich przyjaciółek tu obecnych! I najważniejsze! Mnie bardzo trudno wyprowadzić z równowagi, a ty jesteś jak dziecko! Kiedy tylko cię ktoś obrazi, to od razu beczysz, wkurzasz się i tupiesz nogami z frustracji! A na dodatek nie umiesz komuś odpysknąć kiedy jest taka potrzeba! Czy ty w ogóle jesteś dorosły!- wrzasnęłam a wszyscy pomagierzy kozła wstrzymali oddech.
    - Jak śmiesz! Czy ty wiesz kim ja jestem?
    - Właśnie o to chodzi że nie! Nie znam twojego imienia! Wiem tylko że z Klucza pochodzisz jełopie!- warknęłam.
    - Serio!?- mruknął, a ja z własnej woli walnęłam kilka razy głową o stół.
    - Przez kogo my schwytane zostałyśmy! Przez całe życie walczyłam z przeciwnikami, gdzie groziło mi wąchanie kwiatków od spodu, a teraz trafiłam na jełopa! Chyba zniżam się do poziomu dwulatka.- powiedziałam płaczliwie.
    - Mi to mówisz!? Błagam cię! Kiedy starzy się dowiedzą, to mnie chyba zaszlachtują!- krzyknęła Lisa.- Jestem już trupem!
    - Lisa! Czy ty znasz moich starych?- zawyła Chi.- Ojciec- totalny jełop który cały czas żartuje, co moja matka w ogóle w nim zobaczyła! W gruncie rzeczy przeciwieństwa się przyciągają! Dla niej najważniejszy jest ład, porządek i powaga! Litości!
    - Wy to w ogóle mojej starej nie znacie. Cały czas się zamartwia ale żeby mnie tak opieprzyć że mi piętami pójdzie to już się nie boi. Ojciec taki sam! Na szczęście chociaż go w domu niema prawie w ogóle, no ale matka... Zabijcie mnie! Błagam! Skróćcie moje męki!- ryczała Rukia.
    - Spokój! Co to, kącik zwierzeń!?- wrzasną "Lider"- Zaczynajcie.-powiedział do swoich ludzi.
    Dwóch podeszło do mnie i położyło mi na brzuchu jakąś karteczkę z narysowaną pieczęcią. Wykonali pieczęcie a karteczka zaczęła się opróżniać, gdyż wzory sunęły na moją skórę. Kiedy karteczka była pusta, zdmuchną go nieznany wietrzyk a znaki zaczęły się poruszać po moich nogach, rękach, szyi i brzuchu. Nagle zatrzymały się w miejscu, gdzie łączy się biodro i brzuch i zaczęły skwierczeć. Poczułam wielki ból i wrzasnęłam. Normalnie jestem uodporniona na ból, no ale, JAK TO BOLI!!!
    - I co! Teraz nie czujesz się tak bezpiecznie!- wrzasną i zaczął się śmiać.
    Czułam jakbym straciła czucie w dolej połowie mojego ciała. Mój krzyk wymieszał się z krzykami dziewczyn, i na dodatek odbijał od kamiennych ścian. Echo było gorsze od jakiegokolwiek innego. Zdzierałam sobie gardło i z bólu wywróciłam oczami które pokazały białka. Trzymałam rurki w dłoniach prawie je wyrywając. Znaki wypalały się powoli, po kolei, a mi przed oczami pokazywał się każdy po kolei. Świecący, lśniący, jasny i wyryty w mojej pamięci już na zawsze. Po pół godzinie, chociaż dla mnie było to jak wieczność, ze zdartym gardłem, zamkniętymi powiekami, oddychając ciężko, wyobraziłam sobie znak. Znak który pojawił mi się przed oczami i nie chciał zniknąć.
    Stałam w dziwnym korytarzu. Jego ściany były oplecione czerwonymi i różowymi różami, jednak pomiędzy zielonymi łodyżkami widać było szary mur. Na ziemi były płatki tych róż przysłaniające szary marmur. Zaczęłam iść w głąb tunelu, czując tam dziwną chakrę oraz słysząc niezadowolone warknięcia. Byłam coraz bliżej tych pomruków i wibracji tajemniczej mocy. Dotykałam koniuszkami palców kwiatów delikatnych jak jedwab i pięknie pachnących. W głębi korytarza po chwili można było zobaczyć światełko. Kwiaty były coraz częściej rozmieszczone, aż można było co jakiś czas nadepnąć na łodygę. Coraz bliżej światła, róże zaczęły tak gęsto rosnąć, że musiałam odsuwać je na boki. Kwiaty w końcu okrążyły mnie ze wszystkich stron. Włosy zaczęły mi się w nich plątać. Miałam kilka zadrapań, aż zmieniły się one w rany. Brnęłam jednak dalej, przyciągana przez siłę i smutek tego kogoś kto tam jest. W końcu weszłam do pomieszczenia, jednak nie spojrzałam w głąb starając się wyplątać ubrania i włosy z kwiatów, oraz wyrwać igły z ciała. Kiedy tylko to zrobiłam usłyszałam tajemniczy pomruk.
    - No, no, no.- usłyszałam i odwróciłam się w tamtą stronę.
    W pomieszczeniu nie było podłogi, a złota klatka unosiła się tylko i wyłącznie dzięki złotym łańcuchom przyczepionym do ścian które wyglądały jakby były z jakiejś wierzy dla księżniczki. Do klatki biegła szara kamienno-marmurowa ścieżka mogąca zmieścić jedną osobę. Po ścianach wiły się róże takie jak na korytarzu. Wiły się również w niektórych miejscach na ścieżce oraz do połowy łańcuchów. O suficie też było można sobie tylko pomarzyć. W górze było widać tylko światełko i promienie dochodzące aż tutaj i oświetlające pięknym światłem klatkę i jej wnętrze. Natomiast w klatce siedział wilk o 7-miu ogonach który miał przynajmniej 14 metrów. Wilk był rozłożony na białym jedwabnym podłożu klatki a jego ogony albo owinęły się wokół prętów, albo zwisały w dół. Był przyjemnie jasnobrązowy, jak czekolada. Jego oczy patrzyły na wszystko wrogo, jakby chciały kogoś pożreć. Mimo strasznego wyglądu, był piękny, w pojedynczych ruchach można było wyczytać grację którą można było otrzymać po wielu latach życia. Miał długie twarde, lecz piękne pazury. Był idealny.
    Usłyszałam cichy i niebezpieczny chichot brzmiący echem. To była samica! Widać było że uśmiechnęła się drwiąco. W porównaniu do niej byłam tylko groszkiem. Patrzyłam w górę podchodząc do niej blisko, lecz zatrzymałam się jakieś 5 metrów od zamka do klatki który był w ogromnych, akurat na wilczycę, drzwiach ze złotych drążków, których nie można było zauważyć gdyby się bliżej nie stanęło. Miałam uniesioną głowę i jak zahipnotyzowana patrzyłam na każdy ruch tej bestii.
    - Czyli to jest mój nowy Jinchuuriki.- mruknęła pod nosem głosem parzącym jak płomień, ale dla mnie był piękny. Kochałam ogień. Zachichotała a ja stałam tam jak urzeczona. Patrząc na nią lekko unosząc kąciki ust.
***
    I kolejny rozdział. Chciałabym żebyście pisali komcie, bo czuje się jak idiotka pisząc bloga którego nikt nie czyta. Ale koniec o bulwersach skierowanych przeze mnie do was. Jak zauważyliście te notki były trochę... niepoważne, no ale nie mogłam się powstrzymać, bo w końcu główna bohaterka jest bardzo pyskata, wredna i tak dalej ale o tym w innych rozdziałach. Dziękuje Gabi-nyan, że przynajmniej ty się nade mną nie znęcasz i napisałaś jakąś notkę. Mam nadzieję że się podobało bo mojej siostrze aż za bardzo (zaglądała mi przez ramie kiedy pisałam! Jakby nie mogła poczekać aż napisze! Tym bardziej że nie czytała pierwszej i drugiej notki! T.T). Tak więc. Dziękuje za odwiedzanie mojego bloga i życzcie mi powodzenia w dalszym pisaniu, bo zaczynam wątpić w mój nikły talent pisarski. Wielkie ARIGATO!!!
    Ania-nyan

Rozdział 3

    Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy, starając przywrócić sobie ostrość widzenia. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do pół mroku, rozejrzałam się i zobaczyłam Sawako-sensei siedzącą pod ścianą z kajdankami przyczepionymi do ściany na zsiniałych, od prób uwolnienia, nadgarstkach. Jej czarne tęczówki widząc jakiś ruch, spojrzały na mnie wściekłe. Dokładnie znałam ten wzrok. Sensei zawsze tak patrzyła na osoby które miała ochotę udusić, zadźgać i bóg wie co jeszcze.
    - Mira- odetchnęła głęboko.- Tak się o ciebie martwiłam. Najdłużej z nas nie mogłaś się wybudzić.- szepnęła zaniepokojona.
    - Co się stało? Gdzie jesteśmy?- wydukałam cicho rozglądając się.
    Siedziałyśmy w jakiejś jaskini gdzie jechało tak, jak byśmy były w kostnicy nie działającej od kilku lat i zamkniętej na kilka spustów z, od groma, obrzydliwych, śmierdzących i gnijących truposzy. W jedynym wyjściu była krata z metalowymi drzwiami, a my same byłyśmy przykute łańcuchami, które zabierały nam chakrę, i przez które, nie byłyśmy w stanie się uwolnić.
    - Te henshitsu-sha (jap. zboki, zboczeńcy) przyniosły nas tutaj. Nawet Sawako-sensei nie udało się wydostać.- odezwała się Chi ciągnąc z całych sił za kajdany które podnosiły jej dłonie do góry, przez co musiała stać.
    - Dałyśmy się złapać jak baka.- powiedziała wkurzona Lisa.
    Spojrzałam jeszcze raz na kajdanki dokładnie im się przyglądając.
    Rzeczywiście były to kajdanki które zabierają chakrę i przenoszą ją do jakiegoś zbiornika. Tylko że owe żelastwo miało swoje słabe strony. Po pierwsze,  trzeba było je dobrze wbić w ścianę, sufit, podłogę... cokolwiek. A po drugie, jeśli wiedziało się z jakiego było metalu, można było dobrze się z nich uwolnić. Niestety o tym wiedziałam tylko ja, bo tylko ja z całej naszej małej grupy, z takowych korzystałam, ale o tym, pozwólcie, trochę później. A to był ewidentnie tytan. Litości. Ja go stosowałam do przytrzymywania... Nie jeszcze nie przyszła na to odpowiednia pora.
    Oparłam nogi na ścianie i wygodniej usiadłam na obślizgłej, wilgotnej i brudnej podłodze. Chwyciłam mocno za kajdanki i pociągnęłam wkładając w ten wysiłek resztę mojej chakry, choć wiedziałam że mogę przez to zginąć. Pociągnęłam i cicho jęknęłam z wysiłku jaki w to wkładałam. Po chwili można było usłyszeć chrzęszczący i nieprzyjemny dźwięk wyrywanego metalu, który po chwili upadł na ziemię.
    - Mira!- krzyknęła wstrząśnięta Rukia.- Jak ty to...
    - No, no, no. Jakoś tak czułem że powinienem mieć się na baczności.- usłyszałam jakiś głos, i po chwili z cienia wyszedł "Lider", którego powinni skazać na banicję.
    - Znowu ten manuke (jap. głupek).- szepnęła wkurzona Lisa.
    - Wypuść nas Koziołku.- powiedziałam do niego ze wstrętem w głosie.
    - Wypuszczę was kiedy będzie koniec.- warknął baka najwyraźniej wkurzony tym przezwiskiem.
    - Powiedziałam żebyś nas wypuścił ty wstrętny glonojadzie.- warknęłam nawet nie zastanawiając sięjak go tym razem nazwać.
    - A ja powiedziałem...
    - Wiem co powiedziałeś! W odróżnieniu do niektórych, umiem słuchać.- warknęłam. i to dosłownie.
    - Nie wiedziałem że mamy tutaj psa.- powiedział rozbawionym głosem.
    - Kto tutaj jest psem!- krzyknęłam tak głośno że sufit się zachwiał.
    - Inu (jap. pies) jak wiemy są trzymane na smyczy, warczą, szczekają i chcą wszystkim którzy je wkurzają odgryźć powoli palce.- powiedział staruszek.- Czyli na tym miejscu lądujesz ty.- powiedział zbliżając się do klatki.
    Wstałam szybko i już miałam go walnąć prosto w nos, kiedy pochwycił moją dłoń i przekręcił ją wokół własnej osi, a mnie w raz z nią. Wylądowałam na twardej ziemi, z trudem patrząc na tą kozę.
    - Co jest? Inu się wywrócił?- zapytał facet z tonami jadu w głosie.
    - Zamknij ryj koziołku, bo trawa ci z pyska wyleci.- mruknęłam porównując go z tym co cały czas robią jego wierne kopie, kozy. Po czym zemdlałam.
***
    Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy. Rozejrzałam się i nachmurzona spostrzegłam wcześniej wymienioną kozę (czyt. "Lidera").
    Tym razem leżałam na jakimś stole przykuta do czterech metalowych rurek a dziewczyny wraz ze mną. Brakowało tylko Sawako-sensei.
    - Jak zwykle wstaje najpóźniej.- powiedział wesołym tonem mój oprawca.
    - Co? Koziołek się stęsknił?- zapytałam słysząc westchnienie Chi i chichot Ruki oraz Lisy.
    Jak zwykle siedziały cicho kiedy kogoś poniżałam będąc w gorszej sytuacji, gdyż, iż, ponieważ, byłam w tym najlepsza.
    - Zamknij się suko.- warkną od razu wytrącony z równowagi szefuńcio.
    - Uuu... Twoja kozica się nie daje? A może niema już mleka?- zapytałam patrząc obojętnie w sufit.
    - Zamknij się!
    - Bo zaczniesz wierzgać, jak prawdziwy samiec walczący o zdrową kozicę? Tobie najwyraźniej nigdy nie było dane tak zrobić. Jesteś pewien że masz coś w ogóle w spodniach? To znaczy, pod sierścią, czy co ty tam masz?- powiedziałam drażniąc się z nim.
    - Podobno suki mają powodzenie. Ty musisz mieć wielkie. W końcu królujesz.- odpysknął się, choć śmiać mi się chciało. nikt nie odpysknął mi się tak słabo.
    - A żebyś wiedział że wielkie. Zdrowe samce lgną do mnie jak pszczoły do miodu, za to słabe jak kulejące pszczoły do miodu. Chociaż trzeba przyznać że zapierdalają równo.- powiedziałam niewytrącona z równowagi.
    Koziołek Matołek zrobił się czerwony ze złości ale jego wybuch, i moją dalszą zabawę, przerwał jakiś zielonowłosy idiota.
    - Wszystko gotowe.- powiedział, a kozioł się uśmiechnął.
    - Widzę że nawet kozły umieją się uśmiechać pod sierścią.- powiedziałam a zielonowłosy spojrzał na mnie jak na wariatkę, za to kózka spojrzała jakby chciał mnie ubić.- Kózka się zezłościła? Spokojnie, popilnuje twojego jakże idiotycznego stadka, a ty możesz poskakać sobie po skałkach, życzę złamanej nogi, albo lepiej, kręgosłupa, razem ze wszystkimi twoimi kostkami.- powiedziałam wrednie kiedy wychodził z pomieszczenia.
    - Życzę powodzenia piesku.- powiedział.
    Uśmiechnęłam się i zawyłam jak wilk do księżyca nie przejmując się że może to wyglądać poniżająco. No bo przed kim miałabym się wstydzić? Dziewczyny kiedy jesteśmy w mniej niebezpiecznej sytuacji zachowują się tak samo, tylko ja jestem na tyle szurnięta żeby stroić sobie żarty z "Lidera".

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 2

    Wbiegłam na małą polankę, na której już czekały dwie nastolatki i jedna kobieta.
    Sawako-sensei miała czarne długie włosy spięte w warkocza opadającego na prawe ramie. miała bladą cerę, w której były osadzone duże czarne jak węgiel oczy. Miała na sobie czarną sukienkę do kolan z rozcięciem na lewej nodze, fioletowy płaszcz dosięgający do kostek i ciemno fioletowe sandały na wysokim obcasie.
    - Jak zwykle spóźnione.- powiedziała ale się uśmiechnęła.
    - To wszystko przez Lisę! Zachciało jej się sukienki! Ja nie mam z tym nic wspólnego.- tłumaczyłam się. Bez skutecznie.
    - Tak? To co trzymasz w dłoniach?- zapytała się Rukia.
    Jej włosy jak zwykle związane były w kucyka dosięgającego talii. Jej szmaragdowe oczy pomiędzy którymi był zabłąkany kosmyk grzywki śmiały się a lekko opalona twarz lekko się zarumieniła kiedy spojrzałam na siatki trzymane w dłoniach, które schowałam szybko za plecami uśmiechając się jednocześnie zakłopotana jak i lekko zezłoszczona. Dziewczyna zaczęła się trzymać ze śmiechu za brzuch kiedy spojrzała na moją wyszczerzoną twarz. Zgięła się w pół a jej rozpinana bluza zafalowała ukazując jedynie siatkowatą bluzkę zasłaniającą tylko biust. Usiadła na ziemi i od razu jej jasne szorty ubrudziły się łącznie z gołymi łydkami, stopami i sandałami na obcasie.
    - Co się tak chichrasz?- zapytałam udając fochniętą.
    - No nie obrażaj się Mira.- powiedziała Chi na którą spojrzałam.
    Jej długie czarne włosy były związane w koka z którego wypadały kosmyki. Patrzyła na mnie i na Rukię zakłopotanymi złotymi oczami, a jej blada cera lekko się zaczerwieniła ze złości że nie umiemy zachować powagi. Ona była najbardziej normalną dziewczyną w naszym gronie. Reszta wolała być bardziej nieobliczalna. Oparła dłonie na biodrach na których zaczynała się czarna spódnica do kolan z rozcięciem na prawej nodze. Na górnej połowie ciała miała żółty stanik z siatkowatą, czarną woalką do bioder. na lewej ręce miała za to czarny materiał przez to że zawsze kiedy upadała podczas walki lub treningu, to na to ramie i miała je w strasznych bliznach.
    - Zaraz, zaraz. Co ty masz w dłoniach?- zapytałam ją patrząc badawczo na siatkę.
    - A nic takiego.- powiedziała.
    Wyjęłam w nerki jeden ze zwoi i zapieczętowałam w nim moje i Lisy zakupy. Rukia i Chi zdążyły dorzucić tam swoje zakupy a ja spojrzałam na nie oskarżycielskim wzrokiem. Obje pokazały mi język.
    - Dobra, dosyć tego. Musimy przed wieczorem dotrzeć do wioski.- powiedziała Sawako-sensei i wszystkie ruszyłyśmy za nią.
***
    Skakałyśmy po grubych gałęziach drzew co jakiś czas robiąc jakieś akrobacje.
    - Szybciej!- krzyknęłam do reszty zostawiając je z tyłu.
    Bez żadnych pieczęci umiałam skakać bardzo szybko. Jak przystało na najwyższą kapłankę z klanu Taiyoo (jap. słońce) czczącego boginię słońca.
    Nagle koło mojej głowy przeleciał kunai przez co zatrzymałam się z raną na policzku. Dotknęłam cieczy która spływała po mojej skórze i wypuściłam z dłoni trochę zielonej chakry medycznej, by po chwili poczuć przyjemne pieczenie w okolicach twarzy. Rana zabliźniła się z prędkością światła.
    - No, no, no.- widzę że spotkaliśmy medic-ninje.- powiedział napastnik na którego spojrzałam.
    Miał łysą głowę, kozią, czarną bródkę i znak Wioski Klucza na ramieniu. Koło niego zatrzymało się około dziesięciu innych baka (jap. idiota) którzy uśmiechali się.
    - Na dodatek z Wioski Liścia.- powiedział brunet z ogromną blizną na twarzy od prawej skroni do lewego kącika ust.
    Koło mnie zatrzymały się zaniepokojone przyjaciółki które uśmiechnęły się zadowolone. Powiedzmy sobie szczerze. Uwielbiałyśmy sobie powalczyć. Przeważnie biłyśmy się z mniejszą grupą, no ale trzeba sobie wysoko stawiać poprzeczki.
    - Jak myślicie, zrobić niespodziankę ich wiosce?- zapytał łysol.
    - Chcesz dać im Biju? Oszalałeś?!- powiedział jakiś rudzielec.- Chcesz za sponsorować im bronie ostateczne?!
    - Zamknij się Alpchonce!- krzyknął łysol do rudzielca.- Bestie się nie nawidzą i wybuchną kiedy będą u nich w Wiosce! Będą ze sobą walczyć aż się nie zabiją, czyli do końca świata, a z ich wioski nie zostanie kamień na kamieniu, a co dopiero mówić o ludziach! Poza tym jestem tu liderem, a te demony mnie wkurzają.- stwierdził "Lider".
    - Co za moran (jap. kretyn i debil)- westchnęła Rukia.
    - A wy wiecie że my was słyszymy?- zapytała Chi z litością w oczach.
    - No i? I tak będzie tak jak chcemy. Medycy nie umieją walczyć, więc są najlepszym łupem.- powiedział "Lider" grupy z klucza.
    - Nie umiemy walczyć? To się przekonacie jak nie umiemy.- powiedziałam i zebrałam w dłoni chakrę.
    Zeskoczyłam z drzewa i jak zwykle z krzykiem walnęłam o ziemie pięścią tak że zrobił się ogromny krater. Po chwili nie było w okolicy żadnego drzewa, a naprawdę nie użyłam tak dużo chakry. Prychnęłam i spojrzałam na dziewczyny i sensei które teraz stały za mną.
    - Jak oni chcieli nas złapać?- zapytałam się opierając dłonie na biodrach i unosząc brew.
    - Moran- przyznała Lisa robiąc taką samą pozę jak ja.
    - Ile ty chakry użyłaś?- zapytała Sawako-sensei
    - Nie aż dużo. Jakąś połowę, może mniej.- powiedziałam.
    - Acha.- powiedziała po prostu sensei.
    Nagle wokół nas pojawiła się prześwitująca fioletowa klatka.
    - Muszę przyznać że masz niezłego ciosa.- usłyszałam głos tamtego baka.
    Odwróciłyśmy się w stronę tego głosu i zobaczyłam tego łysola.
    - Słuchaj, kózko.- powiedziałam.
    - Co ty chcesz zrobić łysolu?- zapytała Chi.
    - Małą niespodziankę.- odpowiedział mężczyzna z dziwnym uśmieszkiem.
    - Zwariował. On zwariował! Hej! Wiecie że waszemu szefuńciu przekręciło się pod tą łysiną?! Bo jak tak, to na waszym miejscu już dawno się oddelegowała i poszła w świat!- powiedziała Rukia.
    Na jej gadkę odpowiedziało sporo mruknięć przyznających racje jej słowom.
    - Wow. Niezłą masz drużynę staruszku. Wszyscy cię za świra uważają.- skomentowała po prostu Lisa robiąc wielkie oczy.
    - Uważaj bo ci paczałki wylecą.- doradziła Chi błękitnookiej szturchając ją łokciem. Szatynka zamrugała oczyma i uśmiechnęła się.
    - Co ty masz zamiar zrobić?- zapytała się Sawako-sensei tracąc cierpliwość przez naszą gadaninę.
    - Nic takiego. Tylko to.- powiedział i ze ścian klatki uderzył w każdą z nas niespodziewanie piorun.
    Jęknęłam i osunęłam się na ziemie.
    - Ty moran.- uderzając głową o podłoże. Przed oczami zrobiło mi się czarno i już nic nie czułam.

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 1

    Szłam uliczkami, pomiędzy sklepami, w jednym z miast, w Kraju Ognia. Koło mnie maszerowała Lisanna Muun, za którą falowały jej włosy do pupy barwy nieba w nocy. Patrzyła na wszystko swoimi błękitnymi oczami otoczonymi kaskadą gęstych i długich rzęs nad którymi była prosta grzywka. Jej blada skóra lśniła jak księżyc, przez zachodzące słońce. Miała na sobie błękitną bluzkę z cienkimi jak makaron ramiączkami, odsłaniającą pępek. Do tego granatowa spódnica do pół uda i czarne sandały na 5-centymetrowym obcasie. Na udzie miała czarną kabrę na kunai'e, a w talii zapiętą białą nerkę na shurinken'y, zwoje i wybuchowe kartki.
    - Mira...- jęknęła moja przyjaciółka.
    - Hmmm...?- mruknęłam nawet na nią nie patrząc tylko idąc przed siebie by w końcu dotrzeć na umówione miejsce spotkania z naszymi dwiema przyjaciółkami i Sawako-sensei.
    - Ile jeszcze? Ja już chce do Wioski Liścia. Strasznie stęskniłam się za...- nagle przerwała lekko się rumieniąc czego w żadnym razie nie mogłam zrozumieć.
    - Za Naruto?- zapytałam się a ona spojrzała na mnie jakbym jej matkę zabiła.- Co się tak paczysz? To jedyny chłopak który prowokuje u ciebie nagłe i niezdrowe omdlenia. Z choinki się chyba urwałaś jeśli myślisz że nikt tego nie zauważył. Poza tym, czego się wstydzisz? Miłości nie trzeba się wstydzić. Powinnaś już dawno mu powiedzieć co czu...
    - I kto to mówi? Przyznaj się. Boisz się tego co czujesz do ...- przerwała mi.
    W ostatniej chwili zasłoniłam jej usta dłonią patrząc na nią zszokowanymi oczami. Poczułam pod dłonią jak dziewczyna się uśmiecha, na dodatek widać to było bardzo wyraźnie w jej oczach.
    - Uważaj bo zapomnę że jesteśmy przyjaciółkami i coś ci zrobię.- mruknęłam poważnie na co dziewczyna wyszczerzyła się jeszcze bardziej.
    - Mira. Boisz się jeszcze bardziej niż ja. Tylko nie wiem czy to fizycznie i psychicznie możliwe, to i tak cykasz się bardziej niż jakakolwiek znana mi istota chodząca po tej ziemi.- powiedziała kiedy odsłoniłam jej usta.- Zaczynam się o ciebie martwić. Jak ty wytrzymałaś te całe 13 lat będąc przy nim tak blisko? Czego ty w ogól się tak boisz? Przecież...- znowu zasłoniłam jej usta dłonią.
    - Nie wymawiaj przy mnie tego imienia.- mruknęłam.
    - Widzisz? Nie umiesz wytrzymać słysząc jego imię. Powtarzam. Czego ty w ogóle się boisz?- zapytała Lisa patrząc na jedną z wystaw.
    - Poco ci ta informacja jeśli nawet nie jesteś zainteresowana?- zapytałam przebiegle.
    Lisa znowu spojrzała na mnie odrywając wzrok od ładnej błękitnej sukienki z jednej wystaw. Popchnęłam ją w tamtą stronę mając nadzieję że odwrócę jej uwagę. Niestety nie dała się na to złapać.
    - Jestem zainteresowana. No powiedz.- nalegała wchodząc do sklepu.
    Przewróciłam oczami i zaczęłam patrzeć na sukienki wieczorowe.
    - Przepraszam, ale ile kosztuje ta sukienka na wystawie?- usłyszałam głos przyjaciółki kierowany do kasjerki.
    Ruszyłam w głąb sklepu próbując uciec przed moją wścibską towarzyszką. Zatrzymałam się przy jednym z wieszaków by popatrzeć na śliczną sukienkę.
    Sukienka była do końca tyłka z delikatnego różowego materiału, bez ramiączek. Pod biustem zaczynała się różowa prześwitująca woalka z przodu do pół uda a z tyłu do kolan.

    Zapatrzyłam się na nią a po chwili poczułam jak zostaje wepchnięta "brutalnie" do przebieralni, a po chwili ktoś przewiesił ową sukienkę przez drzwi żebym mogła ją przymierzyć.
    - Tak więc musimy dokończyć rozmowę.- usłyszałam głos Lisy i usłyszałam jak błękitnooka opiera się o drzwi do przebieralni.
    Przebrałam się w sukienkę i spojrzałam się w lustro.
    - Czego się boisz?- zapytała dziewczyna.
    - Tego że mnie wyśmieję. Widziałaś ty mnie w ogóle? Brzydka jestem jak ropucha, głupia, słaba i niemiła dla wszystkich oprócz ciebie, Chi, Rukii i Sawako-sensei.- mruknęłam powodując że Lisa wkroczyła wkroczyła do przebieralni, a kiedy na nią spojrzałam patrząc na nią jak na wariatkę, to odwróciła tylko moją twarz z powrotem w stronę lustra.
    - Ogłupiałaś? Jesteś bardzo ładna.- mruknęła zmuszając mnie żebym na siebie spojrzała.
    Blond włosy były niezwykle długie i dosięgały do pół uda kręcąc się od połowy w dół. Różowe duże oczy były otoczone przez długie i gęste brązowe rzęsy. Miałam jasną skórę która przy odpowiednim świetle lśniła jak słońce. Byłam tak samo wysoka jak Lisa, o długich gładkich nogach, wąskiej talii, smukłych ramionach.
    - Na dodatek jesteś jedną z bardziej zdolnych medic-ninja na całym świecie, galaktyce. Jesteś bystra i uważana za geniusza. Tylko się nie doceniasz.- powiedziała dodając mi otuchy.- Kupujemy tą kieckę.- dodała wychodząc.
    - A ty masz już swoją wymarzoną?- zapytałam przez drzwi a ona tylko pokazała mi przez górę drzwi torebkę z delikatnym materiałem.- Jak że mogłoby być, że jej już nie masz.- mruknęłam.
    Szybko przebrałam się w różową bluzkę na ramiączka zasłaniającą wszystko do pępka z przecięciem na górze wiązanym czarną wstążką, która i tak była w połowie rozwiązana i czarną spódnicę do pół uda z rozcięciem po boku bym miała dobry dostęp do czarnej kabry. Na stopy założyłam czarne sandały na obcasie, a w pasie zapięłam biała nerkę.
    - Idziesz już?- zapytała Lisa a ja wyszłam z przebieralni.
    - Hai, hai.- powiedziałam.
    - Już zapłaciłam za twoją sukienkę przy okazji pozwalając sobie na zakup dodatków.
    - A po co dodatki?- zapytałam.- Ta kiecka jest wystarczająco ładna.
    - Wiem, wiem, ale musisz mieć dodatki żeby oczarować...
    - Nie ręczę za siebie.- mruknęłam po raz któryś zasłaniając jej dziś już któryś raz usta dłonią.- Czy tobie zawsze trzeba tłumaczyć kilka razy?- zapytałam biorąc rękę i ciągnąc ją w stronę rynku po tym jak wepchnęła mi kilka siatek z zakupami w dłonie.- Litości... Musiałaś aż tyle? Ile ty masz kasy?!- powiedziałam patrząc po drodze na rachunki.
    - Powinnaś zapytać "Ile kasy ma Sawako-sensei"- powiedziała a ja spojrzałam na nią jak na samobójczynie.
    - Masz nierówno pod kopułą.- powiedziałam.
    - Tak, tak. Już to dzisiaj słyszałam.- powiedziała uśmiechając się- Bodajże rano. Około 6 rano.
    - Bo obudziłaś nas! Czy ty wiesz co to jest cisza nocna? I od kiedy ty tak wcześnie wstajesz?! Myślałam że noc trwa dla ciebie od 20 do 14!- powiedziałam idąc obok niej.
    - Bo tak jest, ale nie mogę doczekać się spotkania z ...
    - Stop. Nie kończ. Nie musisz.- powiedziałam i ruszyłam biegiem na umówione miejsce.
    Zerknęłam na zegarek u zegarmistrza i zrobiłam wielkie oczy. Zaraz się spóźnimy.
***
    KON'NICHIWA
    To mój pierwszy blog w którym moja beznadziejna siostra bliźniaczka nie wierci mi dziury w brzuchy, więc jestem z niego dumna. Wiem, wiem. Strasznie nudny, ale trudno coś wymyślić kiedy wcześniej wspomniana siostra gapi się w monitor kompa i cały czas komentuje (TASUKETE!) Następne rozdziały będą ciekawsze. Obiecuję że się postaram żeby nie było nudy. Mam nadzieje że będziecie wstawiać komcie. Proszę o szczere komcie i nie bójcie się mnie opieprzyć za błędy. Jestem otwarta na sugestie, oczywiście szczere.
    Ania-nyan