wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział 4

    Kiedy "Lider" wyszedł z pomieszczenia, spojrzałam na Lisę mrugnęłam do niej.
    - Ty to jesteś jednak nienormalna.- powiedziała.
    - I kto to mówi.- powiedziałam uśmiechając się do niej cały czas.
    Dziewczyna zasyczała jak kotka i zachichotała, co ja zrobiłam zaraz po niej.
    - Na waszym miejscu bym się nie śmiał.- powiedział koziołek wchodząc do pokoju z czterema kartkami w dłoni i ośmioma pomagierami.
    - Widzę, że jednak przyszedłeś, nam potowarzyszyć. Ganianie za "ponętnymi" kózkami cię zmęczyło czy cię odtrąciły? Stawiam na to drugie.- powiedziałam, a Lisa i Rukia nie mogły się powstrzymać i wybuchły głośnym śmiechem.
    - Błagam cię, Mira. Nierób nam tego.- wychlipała brązowowłosa ze śmiechu płacząc.
    - Rób ile możesz. Jego mina mnie całkowicie zadowala.- zaśmiała się Lisa.
    Skłoniłam głowę i uśmiechnęłam się do czerwonego już oprawcy naszych "cierpień".
    - Weź mnie wypuść, bo ukłonić się widowni nie mogę. Gomen nasai (jap. przepraszam). Przecież kuzki mają kopytka a nie dłonie. Yurusu(jap. wybacz) nie chciałam cię urazić, Koziołku Matołku.- powiedziałam i tym razem to Chi nie wytrzymała.
    - Zlituj się nade mną! Myślałam że przyjaciółkami jesteśmy!- powiedziała.
    - Ależ jesteśmy! Tylko nie mogę się powstrzymać! Przecież to takie biedne koźlątko!- mi samej łzy pociekły po policzkach ze śmiechu.
    - Dość!- wrzasną zbulwersowany kozioł.
    - Yurusu, nie powinnam się znęcać nad zwierzętami, bo mnie jeszcze pozwą.- mruknęłam udając smutek a dziewczyny wybuchły takim śmiechem że w jaskini było słychać jakby śmiały się jeszcze jakieś duchy.
    Tym razem kozioł przeszedł jednak granicę. Podszedł do mnie, złapał za włosy i uderzył tyłem mojej głowy o stół.
    - Zamknij ryj inu!- wrzasną.
    - Za co to było!- zapytałam zmieniając swój charakter nie o poznania jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
    - Zachowujesz się jakbyś nie była porwana i nie groziło ci niebezpieczeństwo! Trochę powagi!- wrzasną.
    - Czyli mam trząść portkami wtedy kiedy się komuś podoba? Wiesz jaka jest różnica pomiędzy nami? Ty grozisz i nic nie robisz! Kiedy ja grożę to zawsze dopełniam swoich obietnic! Ty jesteś beznadziejny, dlatego się ciebie nie boje! Ja za to kiedy się wkurzę, a nie chcesz żebym się wkurzyła, jestem gorsza od diabła! Każdy kto mnie poznał podczas dwóch lat wyjazdu z wioski, robi wszystko żebym miała najlepiej, tak samo jak jest pachołkiem moich przyjaciółek tu obecnych! I najważniejsze! Mnie bardzo trudno wyprowadzić z równowagi, a ty jesteś jak dziecko! Kiedy tylko cię ktoś obrazi, to od razu beczysz, wkurzasz się i tupiesz nogami z frustracji! A na dodatek nie umiesz komuś odpysknąć kiedy jest taka potrzeba! Czy ty w ogóle jesteś dorosły!- wrzasnęłam a wszyscy pomagierzy kozła wstrzymali oddech.
    - Jak śmiesz! Czy ty wiesz kim ja jestem?
    - Właśnie o to chodzi że nie! Nie znam twojego imienia! Wiem tylko że z Klucza pochodzisz jełopie!- warknęłam.
    - Serio!?- mruknął, a ja z własnej woli walnęłam kilka razy głową o stół.
    - Przez kogo my schwytane zostałyśmy! Przez całe życie walczyłam z przeciwnikami, gdzie groziło mi wąchanie kwiatków od spodu, a teraz trafiłam na jełopa! Chyba zniżam się do poziomu dwulatka.- powiedziałam płaczliwie.
    - Mi to mówisz!? Błagam cię! Kiedy starzy się dowiedzą, to mnie chyba zaszlachtują!- krzyknęła Lisa.- Jestem już trupem!
    - Lisa! Czy ty znasz moich starych?- zawyła Chi.- Ojciec- totalny jełop który cały czas żartuje, co moja matka w ogóle w nim zobaczyła! W gruncie rzeczy przeciwieństwa się przyciągają! Dla niej najważniejszy jest ład, porządek i powaga! Litości!
    - Wy to w ogóle mojej starej nie znacie. Cały czas się zamartwia ale żeby mnie tak opieprzyć że mi piętami pójdzie to już się nie boi. Ojciec taki sam! Na szczęście chociaż go w domu niema prawie w ogóle, no ale matka... Zabijcie mnie! Błagam! Skróćcie moje męki!- ryczała Rukia.
    - Spokój! Co to, kącik zwierzeń!?- wrzasną "Lider"- Zaczynajcie.-powiedział do swoich ludzi.
    Dwóch podeszło do mnie i położyło mi na brzuchu jakąś karteczkę z narysowaną pieczęcią. Wykonali pieczęcie a karteczka zaczęła się opróżniać, gdyż wzory sunęły na moją skórę. Kiedy karteczka była pusta, zdmuchną go nieznany wietrzyk a znaki zaczęły się poruszać po moich nogach, rękach, szyi i brzuchu. Nagle zatrzymały się w miejscu, gdzie łączy się biodro i brzuch i zaczęły skwierczeć. Poczułam wielki ból i wrzasnęłam. Normalnie jestem uodporniona na ból, no ale, JAK TO BOLI!!!
    - I co! Teraz nie czujesz się tak bezpiecznie!- wrzasną i zaczął się śmiać.
    Czułam jakbym straciła czucie w dolej połowie mojego ciała. Mój krzyk wymieszał się z krzykami dziewczyn, i na dodatek odbijał od kamiennych ścian. Echo było gorsze od jakiegokolwiek innego. Zdzierałam sobie gardło i z bólu wywróciłam oczami które pokazały białka. Trzymałam rurki w dłoniach prawie je wyrywając. Znaki wypalały się powoli, po kolei, a mi przed oczami pokazywał się każdy po kolei. Świecący, lśniący, jasny i wyryty w mojej pamięci już na zawsze. Po pół godzinie, chociaż dla mnie było to jak wieczność, ze zdartym gardłem, zamkniętymi powiekami, oddychając ciężko, wyobraziłam sobie znak. Znak który pojawił mi się przed oczami i nie chciał zniknąć.
    Stałam w dziwnym korytarzu. Jego ściany były oplecione czerwonymi i różowymi różami, jednak pomiędzy zielonymi łodyżkami widać było szary mur. Na ziemi były płatki tych róż przysłaniające szary marmur. Zaczęłam iść w głąb tunelu, czując tam dziwną chakrę oraz słysząc niezadowolone warknięcia. Byłam coraz bliżej tych pomruków i wibracji tajemniczej mocy. Dotykałam koniuszkami palców kwiatów delikatnych jak jedwab i pięknie pachnących. W głębi korytarza po chwili można było zobaczyć światełko. Kwiaty były coraz częściej rozmieszczone, aż można było co jakiś czas nadepnąć na łodygę. Coraz bliżej światła, róże zaczęły tak gęsto rosnąć, że musiałam odsuwać je na boki. Kwiaty w końcu okrążyły mnie ze wszystkich stron. Włosy zaczęły mi się w nich plątać. Miałam kilka zadrapań, aż zmieniły się one w rany. Brnęłam jednak dalej, przyciągana przez siłę i smutek tego kogoś kto tam jest. W końcu weszłam do pomieszczenia, jednak nie spojrzałam w głąb starając się wyplątać ubrania i włosy z kwiatów, oraz wyrwać igły z ciała. Kiedy tylko to zrobiłam usłyszałam tajemniczy pomruk.
    - No, no, no.- usłyszałam i odwróciłam się w tamtą stronę.
    W pomieszczeniu nie było podłogi, a złota klatka unosiła się tylko i wyłącznie dzięki złotym łańcuchom przyczepionym do ścian które wyglądały jakby były z jakiejś wierzy dla księżniczki. Do klatki biegła szara kamienno-marmurowa ścieżka mogąca zmieścić jedną osobę. Po ścianach wiły się róże takie jak na korytarzu. Wiły się również w niektórych miejscach na ścieżce oraz do połowy łańcuchów. O suficie też było można sobie tylko pomarzyć. W górze było widać tylko światełko i promienie dochodzące aż tutaj i oświetlające pięknym światłem klatkę i jej wnętrze. Natomiast w klatce siedział wilk o 7-miu ogonach który miał przynajmniej 14 metrów. Wilk był rozłożony na białym jedwabnym podłożu klatki a jego ogony albo owinęły się wokół prętów, albo zwisały w dół. Był przyjemnie jasnobrązowy, jak czekolada. Jego oczy patrzyły na wszystko wrogo, jakby chciały kogoś pożreć. Mimo strasznego wyglądu, był piękny, w pojedynczych ruchach można było wyczytać grację którą można było otrzymać po wielu latach życia. Miał długie twarde, lecz piękne pazury. Był idealny.
    Usłyszałam cichy i niebezpieczny chichot brzmiący echem. To była samica! Widać było że uśmiechnęła się drwiąco. W porównaniu do niej byłam tylko groszkiem. Patrzyłam w górę podchodząc do niej blisko, lecz zatrzymałam się jakieś 5 metrów od zamka do klatki który był w ogromnych, akurat na wilczycę, drzwiach ze złotych drążków, których nie można było zauważyć gdyby się bliżej nie stanęło. Miałam uniesioną głowę i jak zahipnotyzowana patrzyłam na każdy ruch tej bestii.
    - Czyli to jest mój nowy Jinchuuriki.- mruknęła pod nosem głosem parzącym jak płomień, ale dla mnie był piękny. Kochałam ogień. Zachichotała a ja stałam tam jak urzeczona. Patrząc na nią lekko unosząc kąciki ust.
***
    I kolejny rozdział. Chciałabym żebyście pisali komcie, bo czuje się jak idiotka pisząc bloga którego nikt nie czyta. Ale koniec o bulwersach skierowanych przeze mnie do was. Jak zauważyliście te notki były trochę... niepoważne, no ale nie mogłam się powstrzymać, bo w końcu główna bohaterka jest bardzo pyskata, wredna i tak dalej ale o tym w innych rozdziałach. Dziękuje Gabi-nyan, że przynajmniej ty się nade mną nie znęcasz i napisałaś jakąś notkę. Mam nadzieję że się podobało bo mojej siostrze aż za bardzo (zaglądała mi przez ramie kiedy pisałam! Jakby nie mogła poczekać aż napisze! Tym bardziej że nie czytała pierwszej i drugiej notki! T.T). Tak więc. Dziękuje za odwiedzanie mojego bloga i życzcie mi powodzenia w dalszym pisaniu, bo zaczynam wątpić w mój nikły talent pisarski. Wielkie ARIGATO!!!
    Ania-nyan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz