niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 2

    Wbiegłam na małą polankę, na której już czekały dwie nastolatki i jedna kobieta.
    Sawako-sensei miała czarne długie włosy spięte w warkocza opadającego na prawe ramie. miała bladą cerę, w której były osadzone duże czarne jak węgiel oczy. Miała na sobie czarną sukienkę do kolan z rozcięciem na lewej nodze, fioletowy płaszcz dosięgający do kostek i ciemno fioletowe sandały na wysokim obcasie.
    - Jak zwykle spóźnione.- powiedziała ale się uśmiechnęła.
    - To wszystko przez Lisę! Zachciało jej się sukienki! Ja nie mam z tym nic wspólnego.- tłumaczyłam się. Bez skutecznie.
    - Tak? To co trzymasz w dłoniach?- zapytała się Rukia.
    Jej włosy jak zwykle związane były w kucyka dosięgającego talii. Jej szmaragdowe oczy pomiędzy którymi był zabłąkany kosmyk grzywki śmiały się a lekko opalona twarz lekko się zarumieniła kiedy spojrzałam na siatki trzymane w dłoniach, które schowałam szybko za plecami uśmiechając się jednocześnie zakłopotana jak i lekko zezłoszczona. Dziewczyna zaczęła się trzymać ze śmiechu za brzuch kiedy spojrzała na moją wyszczerzoną twarz. Zgięła się w pół a jej rozpinana bluza zafalowała ukazując jedynie siatkowatą bluzkę zasłaniającą tylko biust. Usiadła na ziemi i od razu jej jasne szorty ubrudziły się łącznie z gołymi łydkami, stopami i sandałami na obcasie.
    - Co się tak chichrasz?- zapytałam udając fochniętą.
    - No nie obrażaj się Mira.- powiedziała Chi na którą spojrzałam.
    Jej długie czarne włosy były związane w koka z którego wypadały kosmyki. Patrzyła na mnie i na Rukię zakłopotanymi złotymi oczami, a jej blada cera lekko się zaczerwieniła ze złości że nie umiemy zachować powagi. Ona była najbardziej normalną dziewczyną w naszym gronie. Reszta wolała być bardziej nieobliczalna. Oparła dłonie na biodrach na których zaczynała się czarna spódnica do kolan z rozcięciem na prawej nodze. Na górnej połowie ciała miała żółty stanik z siatkowatą, czarną woalką do bioder. na lewej ręce miała za to czarny materiał przez to że zawsze kiedy upadała podczas walki lub treningu, to na to ramie i miała je w strasznych bliznach.
    - Zaraz, zaraz. Co ty masz w dłoniach?- zapytałam ją patrząc badawczo na siatkę.
    - A nic takiego.- powiedziała.
    Wyjęłam w nerki jeden ze zwoi i zapieczętowałam w nim moje i Lisy zakupy. Rukia i Chi zdążyły dorzucić tam swoje zakupy a ja spojrzałam na nie oskarżycielskim wzrokiem. Obje pokazały mi język.
    - Dobra, dosyć tego. Musimy przed wieczorem dotrzeć do wioski.- powiedziała Sawako-sensei i wszystkie ruszyłyśmy za nią.
***
    Skakałyśmy po grubych gałęziach drzew co jakiś czas robiąc jakieś akrobacje.
    - Szybciej!- krzyknęłam do reszty zostawiając je z tyłu.
    Bez żadnych pieczęci umiałam skakać bardzo szybko. Jak przystało na najwyższą kapłankę z klanu Taiyoo (jap. słońce) czczącego boginię słońca.
    Nagle koło mojej głowy przeleciał kunai przez co zatrzymałam się z raną na policzku. Dotknęłam cieczy która spływała po mojej skórze i wypuściłam z dłoni trochę zielonej chakry medycznej, by po chwili poczuć przyjemne pieczenie w okolicach twarzy. Rana zabliźniła się z prędkością światła.
    - No, no, no.- widzę że spotkaliśmy medic-ninje.- powiedział napastnik na którego spojrzałam.
    Miał łysą głowę, kozią, czarną bródkę i znak Wioski Klucza na ramieniu. Koło niego zatrzymało się około dziesięciu innych baka (jap. idiota) którzy uśmiechali się.
    - Na dodatek z Wioski Liścia.- powiedział brunet z ogromną blizną na twarzy od prawej skroni do lewego kącika ust.
    Koło mnie zatrzymały się zaniepokojone przyjaciółki które uśmiechnęły się zadowolone. Powiedzmy sobie szczerze. Uwielbiałyśmy sobie powalczyć. Przeważnie biłyśmy się z mniejszą grupą, no ale trzeba sobie wysoko stawiać poprzeczki.
    - Jak myślicie, zrobić niespodziankę ich wiosce?- zapytał łysol.
    - Chcesz dać im Biju? Oszalałeś?!- powiedział jakiś rudzielec.- Chcesz za sponsorować im bronie ostateczne?!
    - Zamknij się Alpchonce!- krzyknął łysol do rudzielca.- Bestie się nie nawidzą i wybuchną kiedy będą u nich w Wiosce! Będą ze sobą walczyć aż się nie zabiją, czyli do końca świata, a z ich wioski nie zostanie kamień na kamieniu, a co dopiero mówić o ludziach! Poza tym jestem tu liderem, a te demony mnie wkurzają.- stwierdził "Lider".
    - Co za moran (jap. kretyn i debil)- westchnęła Rukia.
    - A wy wiecie że my was słyszymy?- zapytała Chi z litością w oczach.
    - No i? I tak będzie tak jak chcemy. Medycy nie umieją walczyć, więc są najlepszym łupem.- powiedział "Lider" grupy z klucza.
    - Nie umiemy walczyć? To się przekonacie jak nie umiemy.- powiedziałam i zebrałam w dłoni chakrę.
    Zeskoczyłam z drzewa i jak zwykle z krzykiem walnęłam o ziemie pięścią tak że zrobił się ogromny krater. Po chwili nie było w okolicy żadnego drzewa, a naprawdę nie użyłam tak dużo chakry. Prychnęłam i spojrzałam na dziewczyny i sensei które teraz stały za mną.
    - Jak oni chcieli nas złapać?- zapytałam się opierając dłonie na biodrach i unosząc brew.
    - Moran- przyznała Lisa robiąc taką samą pozę jak ja.
    - Ile ty chakry użyłaś?- zapytała Sawako-sensei
    - Nie aż dużo. Jakąś połowę, może mniej.- powiedziałam.
    - Acha.- powiedziała po prostu sensei.
    Nagle wokół nas pojawiła się prześwitująca fioletowa klatka.
    - Muszę przyznać że masz niezłego ciosa.- usłyszałam głos tamtego baka.
    Odwróciłyśmy się w stronę tego głosu i zobaczyłam tego łysola.
    - Słuchaj, kózko.- powiedziałam.
    - Co ty chcesz zrobić łysolu?- zapytała Chi.
    - Małą niespodziankę.- odpowiedział mężczyzna z dziwnym uśmieszkiem.
    - Zwariował. On zwariował! Hej! Wiecie że waszemu szefuńciu przekręciło się pod tą łysiną?! Bo jak tak, to na waszym miejscu już dawno się oddelegowała i poszła w świat!- powiedziała Rukia.
    Na jej gadkę odpowiedziało sporo mruknięć przyznających racje jej słowom.
    - Wow. Niezłą masz drużynę staruszku. Wszyscy cię za świra uważają.- skomentowała po prostu Lisa robiąc wielkie oczy.
    - Uważaj bo ci paczałki wylecą.- doradziła Chi błękitnookiej szturchając ją łokciem. Szatynka zamrugała oczyma i uśmiechnęła się.
    - Co ty masz zamiar zrobić?- zapytała się Sawako-sensei tracąc cierpliwość przez naszą gadaninę.
    - Nic takiego. Tylko to.- powiedział i ze ścian klatki uderzył w każdą z nas niespodziewanie piorun.
    Jęknęłam i osunęłam się na ziemie.
    - Ty moran.- uderzając głową o podłoże. Przed oczami zrobiło mi się czarno i już nic nie czułam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz