wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział 3

    Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy, starając przywrócić sobie ostrość widzenia. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do pół mroku, rozejrzałam się i zobaczyłam Sawako-sensei siedzącą pod ścianą z kajdankami przyczepionymi do ściany na zsiniałych, od prób uwolnienia, nadgarstkach. Jej czarne tęczówki widząc jakiś ruch, spojrzały na mnie wściekłe. Dokładnie znałam ten wzrok. Sensei zawsze tak patrzyła na osoby które miała ochotę udusić, zadźgać i bóg wie co jeszcze.
    - Mira- odetchnęła głęboko.- Tak się o ciebie martwiłam. Najdłużej z nas nie mogłaś się wybudzić.- szepnęła zaniepokojona.
    - Co się stało? Gdzie jesteśmy?- wydukałam cicho rozglądając się.
    Siedziałyśmy w jakiejś jaskini gdzie jechało tak, jak byśmy były w kostnicy nie działającej od kilku lat i zamkniętej na kilka spustów z, od groma, obrzydliwych, śmierdzących i gnijących truposzy. W jedynym wyjściu była krata z metalowymi drzwiami, a my same byłyśmy przykute łańcuchami, które zabierały nam chakrę, i przez które, nie byłyśmy w stanie się uwolnić.
    - Te henshitsu-sha (jap. zboki, zboczeńcy) przyniosły nas tutaj. Nawet Sawako-sensei nie udało się wydostać.- odezwała się Chi ciągnąc z całych sił za kajdany które podnosiły jej dłonie do góry, przez co musiała stać.
    - Dałyśmy się złapać jak baka.- powiedziała wkurzona Lisa.
    Spojrzałam jeszcze raz na kajdanki dokładnie im się przyglądając.
    Rzeczywiście były to kajdanki które zabierają chakrę i przenoszą ją do jakiegoś zbiornika. Tylko że owe żelastwo miało swoje słabe strony. Po pierwsze,  trzeba było je dobrze wbić w ścianę, sufit, podłogę... cokolwiek. A po drugie, jeśli wiedziało się z jakiego było metalu, można było dobrze się z nich uwolnić. Niestety o tym wiedziałam tylko ja, bo tylko ja z całej naszej małej grupy, z takowych korzystałam, ale o tym, pozwólcie, trochę później. A to był ewidentnie tytan. Litości. Ja go stosowałam do przytrzymywania... Nie jeszcze nie przyszła na to odpowiednia pora.
    Oparłam nogi na ścianie i wygodniej usiadłam na obślizgłej, wilgotnej i brudnej podłodze. Chwyciłam mocno za kajdanki i pociągnęłam wkładając w ten wysiłek resztę mojej chakry, choć wiedziałam że mogę przez to zginąć. Pociągnęłam i cicho jęknęłam z wysiłku jaki w to wkładałam. Po chwili można było usłyszeć chrzęszczący i nieprzyjemny dźwięk wyrywanego metalu, który po chwili upadł na ziemię.
    - Mira!- krzyknęła wstrząśnięta Rukia.- Jak ty to...
    - No, no, no. Jakoś tak czułem że powinienem mieć się na baczności.- usłyszałam jakiś głos, i po chwili z cienia wyszedł "Lider", którego powinni skazać na banicję.
    - Znowu ten manuke (jap. głupek).- szepnęła wkurzona Lisa.
    - Wypuść nas Koziołku.- powiedziałam do niego ze wstrętem w głosie.
    - Wypuszczę was kiedy będzie koniec.- warknął baka najwyraźniej wkurzony tym przezwiskiem.
    - Powiedziałam żebyś nas wypuścił ty wstrętny glonojadzie.- warknęłam nawet nie zastanawiając sięjak go tym razem nazwać.
    - A ja powiedziałem...
    - Wiem co powiedziałeś! W odróżnieniu do niektórych, umiem słuchać.- warknęłam. i to dosłownie.
    - Nie wiedziałem że mamy tutaj psa.- powiedział rozbawionym głosem.
    - Kto tutaj jest psem!- krzyknęłam tak głośno że sufit się zachwiał.
    - Inu (jap. pies) jak wiemy są trzymane na smyczy, warczą, szczekają i chcą wszystkim którzy je wkurzają odgryźć powoli palce.- powiedział staruszek.- Czyli na tym miejscu lądujesz ty.- powiedział zbliżając się do klatki.
    Wstałam szybko i już miałam go walnąć prosto w nos, kiedy pochwycił moją dłoń i przekręcił ją wokół własnej osi, a mnie w raz z nią. Wylądowałam na twardej ziemi, z trudem patrząc na tą kozę.
    - Co jest? Inu się wywrócił?- zapytał facet z tonami jadu w głosie.
    - Zamknij ryj koziołku, bo trawa ci z pyska wyleci.- mruknęłam porównując go z tym co cały czas robią jego wierne kopie, kozy. Po czym zemdlałam.
***
    Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy. Rozejrzałam się i nachmurzona spostrzegłam wcześniej wymienioną kozę (czyt. "Lidera").
    Tym razem leżałam na jakimś stole przykuta do czterech metalowych rurek a dziewczyny wraz ze mną. Brakowało tylko Sawako-sensei.
    - Jak zwykle wstaje najpóźniej.- powiedział wesołym tonem mój oprawca.
    - Co? Koziołek się stęsknił?- zapytałam słysząc westchnienie Chi i chichot Ruki oraz Lisy.
    Jak zwykle siedziały cicho kiedy kogoś poniżałam będąc w gorszej sytuacji, gdyż, iż, ponieważ, byłam w tym najlepsza.
    - Zamknij się suko.- warkną od razu wytrącony z równowagi szefuńcio.
    - Uuu... Twoja kozica się nie daje? A może niema już mleka?- zapytałam patrząc obojętnie w sufit.
    - Zamknij się!
    - Bo zaczniesz wierzgać, jak prawdziwy samiec walczący o zdrową kozicę? Tobie najwyraźniej nigdy nie było dane tak zrobić. Jesteś pewien że masz coś w ogóle w spodniach? To znaczy, pod sierścią, czy co ty tam masz?- powiedziałam drażniąc się z nim.
    - Podobno suki mają powodzenie. Ty musisz mieć wielkie. W końcu królujesz.- odpysknął się, choć śmiać mi się chciało. nikt nie odpysknął mi się tak słabo.
    - A żebyś wiedział że wielkie. Zdrowe samce lgną do mnie jak pszczoły do miodu, za to słabe jak kulejące pszczoły do miodu. Chociaż trzeba przyznać że zapierdalają równo.- powiedziałam niewytrącona z równowagi.
    Koziołek Matołek zrobił się czerwony ze złości ale jego wybuch, i moją dalszą zabawę, przerwał jakiś zielonowłosy idiota.
    - Wszystko gotowe.- powiedział, a kozioł się uśmiechnął.
    - Widzę że nawet kozły umieją się uśmiechać pod sierścią.- powiedziałam a zielonowłosy spojrzał na mnie jak na wariatkę, za to kózka spojrzała jakby chciał mnie ubić.- Kózka się zezłościła? Spokojnie, popilnuje twojego jakże idiotycznego stadka, a ty możesz poskakać sobie po skałkach, życzę złamanej nogi, albo lepiej, kręgosłupa, razem ze wszystkimi twoimi kostkami.- powiedziałam wrednie kiedy wychodził z pomieszczenia.
    - Życzę powodzenia piesku.- powiedział.
    Uśmiechnęłam się i zawyłam jak wilk do księżyca nie przejmując się że może to wyglądać poniżająco. No bo przed kim miałabym się wstydzić? Dziewczyny kiedy jesteśmy w mniej niebezpiecznej sytuacji zachowują się tak samo, tylko ja jestem na tyle szurnięta żeby stroić sobie żarty z "Lidera".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz